swojanka

jak to z ryzykiem bywa


Link 26.08.2014 :: 18:47 Komentuj (0)


Postanowiłam dziś popatrzeć na, codziennie mijane bez oglądania, ulice i dlatego w porannym autobusie nie czytałam, tak jak zwykle, ale całą uwagę skupiłam na tym co za oknem i faktycznie warto było, bo zobaczyłam niecodzienny obrazek: kobieta na rowerze pędzi do pracy, trzymając kierownicę jedną ręką, a drugą parasol nad głową, bo - jak zauważyłam niechcący - padało rano dość szczerze. Przyznaję tej Pani 10 punktów w skali do 10, i gdybym tylko miała refleks w ręce oraz aparat pod ręką, to pstryknęłabym fotkę p.t. "Ryzyko."

A pamiętacie jak Pan Premier, szczerze czy nie, ale pochwalił cudze truskawki? Zrobił to z grzeczności, bo jako gość chciał zrobić przyjemność gospodarzom, ale był to ryzykowny gest przyjaźni międzynarodowej, bo w Ojczyźnie czekały na niego polskie truskaweczki i musiał je później jeść i wychwalać, choćby nie chciał ;)

Ryzyko podjął także Prezydent sąsiedniego państwa i powiedział, że polskie jabłka są niesmaczne, kwaśne i robaczywe. Od tego momentu mój Zimorośl domaga się "kwaściorów" tak, jak jeszcze nie tak dawno czekoladowych batonów i jest radość w domu, bo wiadomo: nasze jabłka to samo zdrowie.
Nie, nie, nie będę słodzić, bo młodzież jest przekorna. Niech będzie, że kwaściory, bo i tak lepsze od tych batoników z cukrem najsłodszym, glukozowym, fruktozowym czyli
takim jak w jabłuszku z powieści biograficznej p.t. Śnieżka.

I tak to w mój blog podstępnie wkradła się polityka, ale czy wiecie, że poli po łacinie to słup, a tyka po polsku, to też taki słup, czyli polityka, to takie masło maślane na chlebie powszednim smarowane.

swojanka tyka jak zegarek na baterię ;)

P.S.
mam plany: pojadę do Warszawy nawiedzić Ogród Saski kiedy już będzie
piękny i kolorowy, i na Śląsk też pojadę, bo w Poznaniu nie mogę zebrać
przy jednym stole czworo do Carcassonne - może dlatego, że wygrywam?

chłe chłe chłe :D
idę smażyć mus jabłkowy - jak mus to mus!





jeszcze wciąż


Link 24.08.2014 :: 11:11 Komentuj (4)



Nucić można, nie trzeba, ale jak ktoś chce, może lub lubi, to proszę oto podkład* muzyczny.
Wakacje się kończą choć lato jeszcze jest, ale czasem jakby nieobecne, nieprzygotowane.

Szkoły już pucują swoje korytarze, po których ludzie pójdą drogą prostą do wiedzy.
Nie nauczą się tam tylko jak się śmiać, gdy serce pęka, a może nauczą się tego też?

i tak pomalutku żegnamy sierpień

Wrzesień zapowiada się ciężko, a nawet groźnie w niektórych dniach, ale po nim przyjdzie październik, mój ulubiony, z czerwonymi kiściami jarzębiny, blaskami, cieniami i szumem liści pod butami.

swojanka


*"Piosenka w wersji albumowej trwa 4:59 min., podczas gdy wersja radiowa
została skrócona do 3:55 min. Część tekstu utworu została usunięta,
nadając tym samym "Same Mistake" innego kontekstu."
Jasne, że po przeczytaniu tego info koniecznie chcę znaleźć albumową wersję i porównać obie :D







wciąż to samo


Link 19.08.2014 :: 18:25 Komentuj (4)


"350 lat temu, 3 stycznia 1661 roku, w kamienicy szoberowskiej
(sprawdzić jaka to kamienica) spolonizowany Włoch z Lukki, Hieronim
Pinocci i Jan Aleksander Gorczyn, wydrukowali pierwszą gazetę w Polsce.

Nosiła tytuł: Merkuriusz Polski. Dźieie Wszystkiego Świata w Sobie Zamykający
dla Informacyey Pospolitey". Pierwszy numer Merkuriusza pełen był informacji o europejskich dynastiach, wojnach, traktatach między państwami i rozmaitych ciekawostek z całego świata od Chin po Jamajkę.

Na pomysł wydania drukowanej gazety wpadli: król Jan Kazimierz i jego żona,
królowa Ludwika Maria. Oboje uznali, że nie da się zreformować Rzeczypospolitej, zrujnowanej wojnami z kozakami Chmielnickiego, potopem szwedzkim i wojną z Moskwą a do tego wciąż paraliżowanej zrywaniem sejmów przez przekupionych posłów, bez gazety popierającej politykę stronnictwa królewskiego.

Merkuriusz, choć bez reklam, był świetnym interesem - 2 tys. egz. kosztowało tyle, co kamienica w Krakowie."

Powyższy tekst pochodzi z 3 stycznia 2011 roku. Od 1661 roku i od roku 2011
do dziś niewiele się na świecie zmieniło. Zmieniają się jedynie losy ludzi, ale świat ciągle, zawsze i stale taki jaki był, taki jest i będzie. Jedynie reklam wciąż przybywa, ale ani pokoju, ani rozumu, ani zdrowego rozsądku tym, którzy powinni go mieć najwięcej, nie przybywa.

swojanka

P.S. znalazłam w google kamienicę szoberowską - też znajdziecie, chyba że ktoś w Krakowie jest obecnie :)




lepsze niż cisza


Link 12.08.2014 :: 12:51 Komentuj (0)


Pożegnanie Robina Williamsa





jabłuszka prze(cier)pyszne


Link 04.08.2014 :: 19:31 Komentuj (4)


Jabłka obieramy, myjemy, wkładamy do garnka, dodajemy cukier kryształ i nie dolewając wody gotujemy, mieszając cały czas, aż się jabłka rozpapciają. Wtedy wkładamy przecier do czystych słoików aż po sam wierzch i zakręcamy wieczko. Po jakimś czasie słyszymy, że wieczko wydaje dźwięk podobny do "pyk" i już mamy pięknie zaprawiony przecier do naleśników, ryżu lub deserów na teraz i na później :)

tyle na dziś, bo mam robotę w kuchni :)

swojanka
a tu o zakazanym owocu,  bez związku z zaprawianiem, ale też piękne wykonane ;)






wreszcie deszcze


Link 03.08.2014 :: 22:34 Komentuj (2)


Taaaka burza!
Doskonały deszcz :)

Wyłączyłam w mieszkaniu urządzenia elektryczne i czytałam. Dokończyłam kryminał i będę czekać na kolejny tom: Głowa Niobe. Jednak przeczytam ten drugi tom zimą, bo tym razem akcja będzie po kolana w śniegu. Spodziewam się, że będzie się dobrze czytało kolejną powieść tej autorki, bo zaciekawia swoim tekstem i rozbawia nienachalnie.

Przy okazji podaje ciekawe informacje - także nienachalnie.

Jaka pogoda będzie jutro, skoro dziś z wielkiego upału przeszła w wielką burzę i kto się wybrał, nawet niedaleko, bez parasola, przemókł do suchej nitki w majtkach. Mnie udało się zdążyć pod dach, zanim oberwała się chmura nad dachem :)

swojanka





połowę królestwa za piwo z lodówki!


Link 31.07.2014 :: 22:17 Komentuj (4)

Czytam, kupioną za połowę ceny, Ofiarę Polikseny Marty Guzowskiej.
Łączę się w spiekocie z bohaterami, bo oni też wypatrują choćby małej kropli deszczu.

Akcja tego kryminału toczy się na pustyni, podczas wykopalisk archeologicznych. Bohaterom jest chyba bardziej gorąco niż mnie więc czytanie jest dla mnie lekarstwem
homeopatycznym zapobiegającym przegrzaniu organizmu (u mnie do 23:00 jest do 30 stopni w mieszkaniu).

Główny bohater Ofiary nie jest na szczęście ofiarą, bo jest ozdobą ww powieści, a tak desperacko marzy o zimnym, dobrym piwie, że wczoraj przed wieczornym czytaniem musiałam takie wypić, przez co długo nie poczytałam, bo szybko zasnęłam.

Dziś nie mam piwa, ale akcja książki jest i tak coraz bardziej mrożąca :D
A znacie to przysłowie: Kto czyta nie pije?


swojanka




owadem być, motylem jestem, broszką będę


Link 29.07.2014 :: 19:10 Komentuj (4)

Zabawne, ale kiedy po 20 latach zdecydowałam się na mammografię
(nie mając żadnych niepokojących objawów i nie będąc w grupie
zagrożonej) to wokoło, od razu, bez czekania na wynik, zaczynają mnie
traktować jak przed mastektomią. Wynik za 10 dni, ja czuję się dobrze
jak nigdy, a tu od razu współczujące i pełne zrozumienia spojrzenia
spadają na mnie gromadnie jak grom. A może lepiej poczekać z tym
pesymizmem te 10 dni?

Zadziwiająca jest ludzka natura.
Czy zawsze musimy przewidywać najgorsze?
Optymizm jest na kartki?
Na kartce.
Jubileuszowej.
Z tekstem: Zdrowia, szczęścia, urody i słodyczy, tego optymista życzy :)

i każdemu życzy też swojanka

P.S. a tu sposób jak zachować piękno także po śmierci :D
i przeczytajcie komentarze :x




weekendowe o(powieści)


Link 27.07.2014 :: 20:40 Komentuj (6)

Ledwo pojawia się nowa powieść, a już ktoś koniecznie musi ją
przenieść na ekran, zrobić z niej film, zepsuć, okroić, naprawić,
przerobić, doprawić, schrzanić, spieprzyć lub polukrować.

Już przed wojnami tak było. Dawniej ten proceder dotyczył jednak  mniejszej
ilości dzieł wydawanych drukiem. Dla filmów pewnie pisano specjalnie
scenariusze. Obecnie coraz częściej łapię się na tym, że czytając
książkę przypominam sobie, że na jej podstawie nakręcono już film i
tracę ochotę na dokończenie czytania. Może dlatego tak chętnie czytam
świeżynki, bo jeszcze nikt nie podał mojej wyobraźni: twarzy bohaterów,
miejsc zdarzeń i dialogów na tacy - na ekranie znaczy. Zresztą zawsze
wolałam czytać książki bez ilustracji (no chyba, że były to ilustracje
Jana Marcina Szancera).

Nie można więc odkładać czytania nowinki literackiej na później, bo na pewno ktoś przerobi ją na stop-klatki i pozamiatane.

Marudzę, ale ok, tak już musi być i tak będzie, i nie ma co narzekać.
Czasem na okładkach już jest napisane kto wykupił prawa do ekranizacji.
Mam nie oglądać filmów? Ale ja chcę czytać książki i oglądać ekranizacje też :x

Muszę już kończyć, bo czas leci, a wyścig, kto pierwszy, trwa.

swojanka

P.S. na szczęście Murakami nie przerobią na klatki - nie ma sposobu :)



koniec o dwóch końcach


Link 24.07.2014 :: 21:36 Komentuj (6)


"Śmierć kończy życie, nie związek".
Mitch Albom

Skończyłam czytanie kolejnego Murakami.
Tak jak i inną jego powieść, tak i tę, czytałam z zainteresowaniem i nie opuściłam żadnej strony, ale wyjątkowo się cieszę, że przed czasem nie zajrzałam na ostatnią.
I choć zakończenie już znam, zamierzam przeczytać tę książkę za jakiś czas jeszcze raz, i może nieraz jeszcze raz, dla ostatniego rozdziału.

A na razie wezmę coś zupełnie przeciwnego do czytania. Jakiś dobry kryminał, jak zawsze po przeczytaniu książki, która weszła mi pod skórę. Ale nie jak drzazga, raczej jak igła podłączona do kroplówki z glukozą.

swojanka

- zmierzę ci ciśnienie
- po co, mam zawsze dobre
- ale zmierzę na ile jest dobre
- mierz, co mi tam
- masz niskie!
- dobrze, że nie wysokie
- ale wysokie można zbić
- a niskie nie może zabić ;)

i pogadała sobie bibliotekarka z pielęgniarką przy kawie z ekspresu ciśnieniowego i aparacie do mierzenia ciśnienia ;)



Załóż bloga

Archiwum

2014
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl